Przed Świętami Bożego Narodzenia zabrałam się za czytanie książki „Dress code dla kobiet” autorstwa Agaty Tanter i Ireny Kamińskiej-Radomskiej (tę ostatnią możecie kojarzyć z telewizyjnego programu o wdzięcznym tytule „Projekt Lady”). Przeczytałam ją w dosłownie kilka chwil, przyznam że początkowo z olbrzymim entuzjazmem, który stopniowo znikał w trakcie czytania. Zacznijmy od tego jakie zadanie ma prezentowana książka.

Książka ma odpowiedzieć na podstawowe pytanie „ w co się ubrać?”. Ma przybliżyć czytelniczkom zasady dobrego stylu i wizerunku, ma być ściągawką, do której warto zerknąć w chwili zwątpienia podczas komponowania stroju przed oficjalną imprezą. Co więcej ma pokazać jak indywidualny styl może harmonijnie współgrać z dress codem i osobowością.

Książka została podzielona  na kilka części.

W częśći pierwszej autorki pomagają odszyfrować znajdujące się na zaproszeniach informacje dotyczące stroju. Kolejne rozdziały poświęcone są już konkretnym typom dress code: biała mucha, czarna mucha, strój wizytowy, business, city, casual smart czy country. W każdym z tych rozdziałów omawiane są warunki, jakie powinny spełniać poszczególne elementy garderoby, z których komponujemy strój na daną okazję. Autorki wymieniają także najczęściej popełniane przez kobiety błędy.

Część druga dotyczy takich tematów jak: ubiór jako narzędzie manipulacji, strój a wizerunek, zasady tworzenia garderoby (choć na ten temat powstało już bardzo wiele książek a ta niestety powiela to co w nich napisane)

Trzecia część, to omówienie kolorystycznych typów urody: Wiosny, Lata, Jesieni i Zimy.

Na końcu publikacji umieszczono rozdział dress code w pytaniach i odpowiedziach.

Co myślę o tej książce i czy warto ją kupić?

Mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony imponuje mi ogromna wiedza autorek i wynikająca z niej znajomość etykiety/savoir vivre, umiejętność dopasowania stroju do okazji, pozycji zawodowej czy typu urody. Na uwagę zasługuje fakt że w końcu w jednym miejscu znalazłam szczegółowe wyjaśnienia na temat dress code (co może się okazać bardzo przydatne dla ściśle zainteresowanych ). Jest to niewątpliwa wartość tej publikacji. Z czystym zaciekawieniem wczytywałam się także w cenne porady dotyczące dress codu, zapamiętywałam celne wskazówki odnoszące się do doboru materiałów, dodatków takich jak torebka czy biżuteria, dotyczące upięcia włosów czy manicure. Warto też zwrócić uwagę na podstawową wiedzę z zakresu analizy kolorystycznej. Autorki podkreślają jak ważna jest znajomość typu kolorystycznego, po to by wiedzieć w jakim kierunku zmierzać i jakich błędów nie popełniać. Kolejnym atutem publikacji jest estetyka, piękne ilustracje i zdjęcia takich autorów jak Joanna Typek, Anna Halarewicz czy Katarzyna Walentynowicz.

Z drugiej strony odczuwałam dysonans między tym, co piszą w książce, a tym w jakim świecie żyjemy. Chodzi o to że statystyczna Polka nie ma zbyt wielu okazji do uczestniczenia w balu debiutantek (któremu poświęcona jest okazała część książki), wyścigach konnych czy wytwornych balach. Ile z nas przykłada uwagę do odpowiedniego stroju, gdy „wybiera się na wieś”, ile z nas sięga po cieliste rajstopy, kapelusz, czy po sznur pereł, gdy wybiera się na ślub?

Czego mi zabrakło?

  1. Zabrakło mi porad, które odzwierciedlałyby realia XXI wieku.

    Nie znalazłam w niej odpowiedzi na takie zwykłe pytania: jaką kreację dobrać na firmową wigilię, spotkanie biznesowe czy randkę.

2. Zabrakło mi przede wszystkim ilustracji/ zdjęć przedstawiających zwykłe kobiety. Książka pełna jest ilustracji pokazujących piękne modelki na wybiegu. Bądźmy ze sobą szczere, która z nas może pochwalić się idealnymi wymiarami i rozmiarem 34?

  1. Zabrakło mi lekkiego języka, takiego, który dbałby o komfort czytania. Jak dla mnie książka jest napisana zbyt wzniosłym językiem.

  2. Zabrakło mi ilustracji odzwierciedlających prezentowany tekst. Jeśli czytelniczka sięga po książkę poświęconą dress code, to znaczy, że chce się dowiedzieć co powinna założyć. Zdjęcie pokazujące modelkę w kreacji od projektanta nie pomoże, ale zdjęcie kobiety w realnej sytuacji – na ulicy/przyjęciu już tak.

  3. Zabrakło mi książki dostosowa ej do polskich realiów. Mam wrażenie, że książka nie jest skierowana do tzw „przeciętnych kobiet”, raczej jest adresowana do wielkiego świata. Bal debiutantek czy wyścigi konne nie są naszą codziennością. Poza tym nie przypominam sobie ślubu aby wszystkie Panie przyodziane były w nnakryca głowy jak prezentowana w książce rodzina królewska.

  4. Zabrakło mi tzw. „złych przykładów”, dosłownie kilku zdjęć źle dobranych żeby unaocznić czytelniczkom, jakie pułapki czyhają przy komponowaniu zestawów na oficjalne okazje.

Wnioski!

Według mnie „Dress code dla kobiet” nie jest pozycją obowiązkową. Uważam że wiedzę, którą autorki mają, można było przekazać lepiej a już na pewno w bardziej przystępny i realny sposób.


A czy Ty czytałaś już powyższą książkę?

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Marta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta
Gość
Marta

Mam bardzo podobne zdanie co do tej książki, nie dla przeciętnego człowieka. Z całym szacunkiem do wiedzy autorem.